DOMAN CZY CIESZYŃSKA – WYPRÓBOWAŁAM DWIE NAJPOPULARNIEJSZE METODY NAUKI CZYTANIA DLA MAŁYCH DZIECI – Foch.pl

Czas eksperymentu: trzy lata. Dziecko: moja córka Klara. Dlaczego przyszło mi to w ogóle do głowy? Przypadkiem. Koleżanka kupiła wielki zestaw do nauki czytania dla swojej córki, opowiedziała mi, że u niej nie działa, więc pomyślałam, że spróbuję, czy podziała w naszym przypadku.

Pożyczyłam z ciekawości. Nie było w tym żadnych rodzicielskich ambicji, ani ideologii popartej badaniami, że do trzech lat dziecko uczy się najszybciej. Zwyczajnie uznałam, że skoro i tak całymi dniami zajmuję się moją nietolerującą drzemek córką, mogę pobawić się z nią w czytanie. Zawsze to coś nowego.

Przy okazji poznałam też opinie innych rodziców na temat wczesnej nauki czytania i jej efektów. Metody, które sprawdziłam w praktyce mają tyle samo zwolenników co przeciwników. Równo też rozkłada się liczba rodziców, którzy twierdzą, że są skuteczne, bądź nie.

METODA DOMANA – OD 3 MIESIĘCY DO 6 LAT

TEORIA: Uczymy dziecko czytać od trzeciego miesiąca życia i w efekcie mamy czytającego trzylatka. W uproszczeniu metoda polega na pokazywaniu dziecku plansz z całymi słowami. Robimy to pięć razy dziennie, co pół godziny, po kilka sekund jedna plansza z wypowiedzeniem słowa. Każdego dnia prezentujemy pięć słów. I tyle. Potem oczywiście dochodzą kolejne etapy wtajemniczenia, ale zasada jest zawsze ta sama. Podobnie można uczyć dziecko angielskiego, czy matematyki. Są do tego gotowe pakiety plansz. Aktualnie jeden pakiet można kupić za ok. 150 zł z wysyłką. W takim zestawie jest też szczegółowy poradnik dotyczący stosowania tej metody.

PRAKTYKA: Wprowadzałam Domana trzykrotnie. U 10-miesięcznej Klary z własnoręcznie przygotowanymi planszami. Potem kiedy córka miała półtora roku i ponad dwa lata. Wtedy już pracowałam z pożyczonym zestawem plansz. Za każdym razem trzymałam się wytycznych, czyli byłam konsekwentna a jednocześnie dbałam, żeby córka w chwili pokazywania plansz miała dobry humor. Pięć sesji po kilkanaście sekund, a ja urobiłam się jakbym znowu pracowała 12 godzin dziennie w korporacji.

METODA CIESZYŃSKIEJ – OD 12 MIESIĄCA

TEORIA: Naukę zaczynamy od pojedynczych samogłosek, dopiero po ich poznaniu, przechodzimy do sylab, potem wyrazów. Dziecko jest mocno zaangażowane, bo od początku uczestniczy (a nie tylko ogląda wyrazy jak w Domanie) – powtarza, bawi się z rodzicem, np. pokazując samogłoski: „i” to dotknięcie nosa, „y” to uniesione ręce. Metoda od razu skradła moje serce, bo przy okazji pozwala na działania logopedyczne i aktywną zabawę.

PRAKTYKA: Cieszyńską próbowałam wprowadzić po niepowodzeniu z Domanem. Klara miała 2,5 roku. Sposób nauki wydawał się idealny z jednym „ale”. Podczas nauki dziecko siedzi obok rodzica, najlepiej zawsze w tym samym miejscu, przy swoim stoliku, a zalecana lekcja to ok. 15 minut. Klara była w stanie wytrzymać 1-2 minuty. Podejmowałam próby co kilka tygodni, żeby jej nie zniechęcić, ale za każdym razem efekt był ten sam. Znikała w podskokach.

Jakie efekty dały Klarze obie metody, oraz co było dalej – ZNAJDZIECIE TUTAJ

PS. W sierpniu podzielę się z Wami książkami idealnymi do nauki czytania w wieku 4-5-6 lat. To znaczy tymi, które u nas naprawdę się sprawdziły.

9 komentarze do “DOMAN CZY CIESZYŃSKA – WYPRÓBOWAŁAM DWIE NAJPOPULARNIEJSZE METODY NAUKI CZYTANIA DLA MAŁYCH DZIECI – Foch.pl

  1. Tego szukałam, chociaż moja córka trochę starsza. Słyszałam dużo opinii o Domanie ale raczej negatywnych. Za to o Cieszyńskiej nie słyszłam wcale, bardzo mnie to zainteresowało. Chętnie zobaczyłabym te materiały do nauki. Mogłabyś dodać jakieś zdjęcia?

    • Dodam zdjęcia, ale jak wrócę do domu, bo na wyjazd nie zabieram tych wszystkich materiałów 🙂 Ania

  2. Do Agaty: seria nazywa się: „Kocham czytać” jest chyba 14 zeszytów, my mamy tylko 2. Potrzebne nam były na zajęcia logopedyczne ponieważ jako 2,5 latek nie wiele mówił i powiem szczerze że nigdy mu się nie spodobały. Chociaż fajne i kolorowe wolał zabawy z literami i sylabami. Przymierzamy się do zakupu książeczek z serii „Czytam sobie” mam nadzieję że o nich będzie w sierpniu 🙂

    • Będzie i o jednej i o drugiej serii 🙂 Mam na oku jeszcze jedną, podobno świetna, ale muszę kupić bo dopiero odkryłam.
      Niestety właśnie naczytałam się o naturalnych zdolnościach matematycznych dzieci, które są niszczone podczas edukacji szkolnej, więc… hmmm…. tak, oczywiście bankrutuję się właśnie na zabawki matematyczne 😉 Ania

  3. A mnie nasuwa sie pyytane: po co ten caly cyrk? I co ma taki 3-latek z tego, ze umie czytac? Potem w szkole bedzie sie nudzic i przez to pojawi sie cala kupa problemow. To chyba po to, zeby mamuski mogly sie pochwalic takim madrym dzieciem, tym sposobem wychowyjemy roboty zaprogramowane do wyscigu szczurow, ktore juz od tak mlodego wieku musza byc w czyms „lepsze” od innych. Jabtam wole jak moj 5-leni syn jezdzi caly dzien na rowerze albo gra z sasiadami w pilke, jedyne na co stawiam w tym wieku to nauka jezykow bo to sie wprowadza w dzienna rutne i juz.

    • To raczej zależy od tego, czego potrzebuje konkretne dziecko. Na przykład Klara miała duże problemy z koncentracją, na co zwróciła mi uwagę pani przedszkolanka kiedy Kla miała 2,5 roku. Mogłam to zignorować, albo mogłam z nią pracować. Wybrałam to drugie i w tym roku, po 2,5 latach po raz pierwszy pani pedagog zaopiniowała jej zdolność koncentracji na poziomie przeciętnego dziecka w tym wieku, co jest dla mnie oczywistym plusem.

      Nie widzę różnicy w nauce języków, czytania, logiki matematycznej – to tylko wybór rodzica co chce swojemu dziecku przekazać.

      Pomijam już, że 5-7 minutowe zajęcia z dzieckiem (bo tyle trwają w tym wieku) nie przeszkadzają w całodniowej jeździe na rowerze 🙂
      Ania

      • Ale mnie chodzi o to, ze w szkole sie dziecko bede nudzic, gdy Pani corka pojdzie do szkoly to bedzie w klasie miala kolegow ktorzy nie znaja zadnych literek i beda sie ich uczyc powolutku. Klara bedzie sie nudzic i znowu moga pojawic sie problemy z koncentracja (i niestety, takie dzieci sa zwykle nielubiane przez rowiesnikow-wiem z doswiadczenia bo od 10 lat pracuje w szkole). Mysle, ze przeniesienie dziecka do wyzszej klasy nie wchodzi w gre ze wzgledu na rozwoj w innych dziedzinach, a przede wszystkim emocjonalny.

        • Tu się zgadzam – też często myślę o tym, że dzieci, które już coś umieją będą się nudzić w szkole publicznej. A taką wybraliśmy właśnie 🙂
          Ale z drugiej strony ja też umiałam czytać – nauczyła mnie Babcia i nie było to problemem, a poza tym mam duże obawy co do obecności Klary w szkole. Ma ciężką astmę, więc bardzo często choruje i spędza dużo czasu w domu.
          Zobaczymy.
          Oczywiście jak pójdzie do szkoły to na pewno podzielę się wnioskami – jak to z tym czytaniem 🙂

  4. A my czytajacy poszlismy do szkoly. Zamiast sie nudzic bo juz umial czytac, syn mial wiecej wolnego czasu na zabawe i na doskonalenie np: pisania bo z tym tez duzo pracy w pierwszej klasie a dodam ze jest 6-latkiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Website