DLACZEGO NA WYJAZDY ZABIERAM DZIECI POJEDYNCZO? – Foch.pl

Z okazji zbliżających się Targów Książki w Krakowie (jedziemy już w piątek, juhu!) dziś będzie o okrutnych praktykach wyjazdowych czyli rozdzielaniu rodzeństwa co, przyznaję, stosuję z upodobaniem. Założenie takiego wyjazdu jest proste – jeden rodzic i jedno dziecko odłączają się od stada i jadą poszaleć.

Nasze stado jest niewielkie, mama, tata, nastolatek i czterolatka (tekst powstał 1,5 roku temu dla Foch.pl, dziś Kla ma 5,5), więc możliwych kombinacji też zbyt dużo nie ma. Za to korzyści z wyjazdów DEDYKOWANYCH dziecku mam masę. Przede wszystkim nawet podczas najbardziej intensywnego dnia wypadu odpoczywam, bo nie muszę się uganiać za dwójką, a co ważniejsze gimnastykować się, żeby pogodzić ich odmienne potrzeby. Poza tym widzę, że czasem każde z moich dzieci chce mieć moją uwagę tylko dla siebie i to nie na 10 minut. I niestety tylko na wyjeździe „sam na sam” mogę mu to dać.

Pierwszy wyjazd rodzic + dziecko zorganizowaliśmy kiedy syn skończył cztery lata i wyjechał z tatą na męski wypad. Potem wyjeżdżali regularnie a ja stałam się mamą od nudnej prozy życia i rodzinnych wczasów.

Kiedy pojawiła się córka i zagarnęła dla siebie 95 procent mojego czasu, zbuntowałam się i zabrałam syna na trzydniowy wyjazd „mama i syn”. Trochę się bałam, że będzie nudno. Ale nie. Przegadaliśmy trzy dni. Teraz wspólne wypady organizujemy dwa razy w roku. Z córką wyjechałam pierwszy raz w czerwcu, ale machnęłyśmy po całości: dwa dziewczyńskie tygodnie nad Bałtykiem. Bez zmiany warty w postaci taty, babci, pani przedszkolanki. Z tej okazji mój podziw dla samotnych matek wzrósł z ogromnego do nieskończonego.

zabawkator_Klara_Ania_2

DOGONIĆ NASTOLATKA

Jeżeli chodzi o nasze wyjazdy INTEGRACYJNE to do tej pory syn obchodził się ze mną łagodnie. Jego pomysły były atrakcyjne też dla mnie. Targi książki i zwiedzanie dużych miast to fajne rozrywki, nawet jeśli głównymi punktami programu są pijalnia czekolady i trzygodzinna wizyta w sklepie rycerskim powtarzana trzy dni z rzędu (!). Konferencje o blogach i vlogach też mnie wciągnęły. Niestety w tym roku stanęłam przed poważniejszym wyzwaniem – łódzkie targi gier. Gier nie znoszę, no ale czego się nie robi utrzymania kontaktu z nastolatkiem? Przełamałam się. Jadę.

I chyba właśnie o to chodzi, że jeśli chce się wyjechać z dzieckiem ale też „dla dziecka”, to nie zawsze można wybrać przegląd filmów, spływ kajakowy, czy festiwal muzyczny. Znam mamę, która entuzjastycznie zwiedza targi ozdób i scrapbookingu, czy gadżetów do paznokci, albo jedzie z dorastającą córką na wyprzedaż, ale na przykład pod hasłem „jeden dzień w Berlinie”. Twierdzi, że dzięki temu jej zbuntowana 16-latka znowu rozmawia z nią jak z „człowiekiem”.

Ja też wolałabym na leniucha iść z synem do kina, a tymczasem muszę przeczołgać się przez park linowy. Chociaż i tak nie przebiję koleżanki, która pojechała na obóz przetrwania jako jedyna kobieta. Jej 14-latek miał podobno łzy wstydu w oczach, ale jak zobaczył, że mama wzbudziła szacun wśród kolegów – i różne przyjazne uczucia w ich ojcach – to mu się zmieniło i teraz nią „szpanuje”.

zabawkator_aleksy_ania_1

GADŻETOM MÓWIMY NIE

Na krótki wyjazd nie zabieram laptopa. Że tekst do dokończenia, maile do odpisania? Trudno. Że zdjęcia bym ściągnęła z aparatu na dysk, żeby mieć miejsce na następne? Dziecko woli od zdjęć wspomnienia, a żeby miało wspomnienia muszę z nim coś robić, a nie puszczać samopas i łapać w kadrze. Zresztą z jakiego aparatu, aparat zostaje w domu, jak coś ważnego będziemy chcieli cyknąć wystarczy telefon. Nie zabieramy gier, MP3, MP4 .

Niestety musimy mieć telefony. Ale ustalam twarde zasady korzystania – tylko komunikacja z resztą rodziny. Przy posiłkach i powrocie na nocleg telefon jest wyłączony. Rozmowy poboczne kończę szybko mówiąc, że ważny wyjazd i odezwę się jak wrócę. Nie, oczywiście, że nie wrzucam niczego na facebooczka. Nie gmeram w wiadomościach, nie sprawdzam poczty, konta ani nawet pogody – no przecież i tak wyjechaliśmy, będziemy widzieli jaka pogoda jest, no nie? Banały? No może, ale jak wyjechałam pierwszy raz z synem, to prawie musiałam sobie rękę odgryźć, żeby nie rzucić okiem do Internetów.

Po dalszy ciąg tekstu, czyli jakie książki pomagają nam w organizacji wyjazdów, oraz co jeśli czasu i pieniędzy brak, zapraszam TUTAJ

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Website