MASZYNA DO SZYCIA SMALL FOOT – HOPLIK

CO NA PREZENT gwiazdkowy dostanie Klara? Malutką maszynę do szycia. Naprawdę malutką, na baterie, mieszczącą się na półce obok jej małego stolika. Wystarczy, że wyciągnie rękę, przestawni zabawkę i będzie mogła łączyć kawałki materiału w szalik dla Huhu! Bardzo się cieszę z tego pomysłu bo szycie jest umiejętnością zarówno praktyczną jak i artystyczną, przydającą się przez całe życie, a w dodatku w zaniku. We wpisie również: 5 POWODÓW DLA KTÓRYCH WARTO UCZYĆ DZIECKO SZYCIA oraz JAKĄ MASZYNĘ WYBRAĆ: ZABAWKĘ CZY PRAWDZIWĄ?

WIEK: 7+
CENA: 258 zł
DLA KOGO: pierwsze klasy szkoły podstawowej
OCENA: polecam, doskonała zabawa, praktyczna umiejętność na całe życie

Tę maszynę do szycia znajdziecie pod tym linkiem: MASZYNA DO SZYCIA DLA DZIECI

zabawkator_maszyna_do_szycia_2

zabawkator_maszyna_do_szycia_7

5 POWODÓW DLA KTÓRYCH WARTO UCZYĆ DZIECKO SZYCIA

POWÓD PIERWSZY: umiejętność konstruowania. Tak KONSTRUOWANIA, nie pomyliłam się. Jak ważne jest ćwiczenie umiejętności konstrukcyjnych już pisałam, więc nie będę się powtarzać, możecie przeczytać tutaj: KONSTRUOWANIE, JEDNA Z NAJWAŻNIEJSZYCH ZABAW. Tak jak w przypadku klocków jest to umiejętność tworzenia czegoś przestrzennego z płaskich elementów. Dziecko najpierw musi mieć ideę, potem ją zaprojektować na kartce, lub w głowie. A następnie próbować odtworzyć. I na końcu sprawdzić efekt. To bardzo trudny, wymagający i niesłychanie wręcz rozwijający proces. Jeśli dziecko przejdzie go samo, bądź wspierane przez nas w momentach zwątpienia czy napotkania przeszkód – będzie pamiętało swoje dokonania przez całe życie.

POWÓD DRUGI: trenowanie przeróżnych umiejętności, od motorycznych po psychiczne – sprawność manualną, koordynację ręką-oko, kreację, wyobraźnię, matematykę (tak – bryły, geometra, liczenie centymetrów, szacowanie), cierpliwość, nawet wytrzymałość na stres – nitka zaplącze się nie raz, itd.

POWÓD TRZECI: jest to umiejętność praktyczna. Jak gotowanie, pranie, sadzenie porzeczek czy zrobienie stołka. Może zostać kiedyś zawodem, uzupełnieniem źródła utrzymania, czy choćby sposobem na domowe oszczędności (tak, nasze dzieci kiedyś dorosną i będą miały własne domy).

POWÓD CZWARTY: jest to umiejętność artystyczna, jak malowanie, czy rzeźbienie. Ja już nie mówię o projektowaniu mody, ale popatrzcie na naszą działkę – wiele szytych zabawek dla dzieci to małe arcydzieła o estetyce często bardziej poruszającej niż niejeden współczesny obraz.

POWÓD PIĄTY: nabywanie unikatowej kompetencji. Dokładnie 10 lat temu zaproszona do dyskusji o pożądanych kierunkach edukacji dzieci i młodzieży powiedziałam, że w przyszłości kompetencją będzie poprawne pisanie w języku polskim, bo poziom tej umiejętności będzie stale spadał wraz z rozwojem komunikacji smsowej i internetowej. Moi rozmówcy uśmiechali się wtedy z przekąsem. Tymczasem dziś pojawiają się ogłoszenia o pracę z wymaganiami „umiejętność pisania poprawnych e-maili i notatek”. Poprawne pisanie JUŻ stało się jedną z kompetencji.

Możecie mi nie wierzyć, ale za kolejną dekadę, dwie, unikalnymi kompetencjami stanie się np. sadzenie roślin a potem robienie przetworów, czy szycie. I nie mówię tu o projektowaniu na wybiegi Mediolanu, tylko uszyciu pościeli, czy skróceniu spodni. W moim pokoleniu większość dziewczynek (i wielu chłopców, na przykład ten, co został potem moim mężem i tatą Michałem) umiało szyć co najmniej ręcznie, a często też na maszynie. Jeśli nie nauczyliśmy się tego w domach, to nadrobiliśmy w szkołach na zajęciach technicznych.

Ile jest dziś szyjących dzieci? Jak często uczą się szycia w szkołach? Możecie się śmiać, ale jeśli nic się nie zmieni, to za 20 lat jak powiesz komuś – uszyłam te zasłony, będzie ZSZOKOWANY, że coś takiego można zrobić samodzielnie. Szycie BĘDZIE unikalną, pożądaną kompetencją.

zabawkator_maszyna_do_szycia_6

zabawkator_maszyna_do_szycia_3

JAKA MASZYNA DLA DZIECKA?
ZABAWKOWA CZY PRAWDZIWA?

Jak pokazała nasza ostatnia rozmowa na Facebooku, jeśli chcemy kupić dziecku maszynę do szycia mamy dwa kierunki. Kupujemy zabawkę w cenie od 260 zł, lub prawdziwą, ale małą maszynę, która będzie nadawała się dla dziecka – jak zapewniją czytelnicy Zabawkatora, ceny od 370 na promocjach, choć po moich wyszukiwaniach wstępnych stwierdzam, że nic sensownie małego nie znalazłam poniżej 450 zł, a takie co mi się rzeczywiście podobały i nadają się do szycia dla mnie to już min. 500-600 zł. Jednak jest to sezon przedświąteczny więc i z promocjami jest ciężko.

Z praktycznego punktu widzenia – jeśli mamy więcej gotówki – korzystniej jest kupić prawdziwą maszynę, która przyda się również w domu. Patrząc na potrzeby dziecka lepiej jest kupić zabawkę – dobrą i sprawną, ale niewielką zabawkę.

DLACZEGO LEPIEJ, po co wydawać pieniądze na coś, co może się nie sprawdzić, albo dziecko wyrośnie z tego za rok, dwa? Ponieważ dzieci wolą zabawki. Tak, czasem bawią się prawdziwymi garnkami, szczotkami, itd. Każde przechodzi ten etap. Ale w większości zabaw wolą zabawki. Zwłaszcza kiedy naśladują dorosłych. Zresztą nawet w sklepach mamy specjalną zakładkę „naśladowanie dorosłych”. Dzieci uwielbiają robić to co rodzice, sąsiedzi, ciocia, dorosły kuzyn – gotować, prowadzić samochód, sprzątać, sprzedawać w sklepie, aresztować złoczyńców. Ale lubią mieć do tego swoje, dopasowane wielkością i designem, uproszczone gadżety. Wagi, kuchenki, kajdanki i maszyny do szycia.

CZY JA NIE CHCIAŁĄM KUPIĆ CÓRCE PRAWDZIWEJ MASZYNY? CHCIAŁAM! Ooo, gdybyście mnie widzieli jak bardzo chciałam! Nie tylko dlatego, że mój chyba 25 letni Łucznik padł już kilka lat temu. Mam niestety wielki problem z SYNDROMEM PROFESJONALNYCH ZABAWEK. Syndrom ten polega na przymusie kupowania dziecku zabawek z najwyższej półki, ale tylko z określonych dziedzin – najczęściej tych, na których rodzic się zna.

Przykład: przez 8 lat uczyłam się rysunku, malarstwa, rzeźby – w szkole, nie z pasji – i do tamtej pory rozróżniam ołówki, kredki, farby, których dobrze się używa, zachęcają do twórczości, są miękkie, poddają się twórcy, itd. Z tego powodu moje dzieci zawsze mają najlepsze ołówki, kredki, farby. Ma to wielki plus, ponieważ pracując na profesjonalnych materiałach mają większe szanse na tworzenie lepszych rzeczy, co może je zachęcić do dalszej twórczości. Minusem jest to, że podjęcie decyzji zakupowej przy np. akwarelach zajmuje mi miesiąc, płacę za nie w złocie, a moja czterolatka używa farb, którymi mogłaby malować zawodowo. Analogicznie jest z instrumentami – tak, nawet ze zwykłym ksylofonem (!) – bo tata Michał jest muzykiem. Podobnie z pomocami matematycznymi, bo jak wiecie kocham, zresztą dlatego kupiłam małej wówczas Klarze wagę metalową z prawdziwymi odważnikami.

Kupowanie profesjonalnych zabawek ma wiele plusów, jeśli się w tym nie zapędzimy. Inaczej bankructwo zapewnione. Poza cenami minusem jest to, że częściej zdarza się wtedy kupienie zabawki przez rodzica dla siebie, nie dla dziecka.

Dlatego dla Klary postanowiłam wypróbować maszynę zabawkę. Czym się kierowałam? Chciałam najtańszą i najprostszą, ale przede wszystkim NAJMNIEJSZĄ i na baterie. Najmniejszą bo chcę, żeby stała w kąciku zabawkowym Klary na stałe, na półce, czyli na wyciągnięcie ręki. Żeby nie wymagała wyciągania pudła i rozstawiania. Zabawka, która jest dostępna może liczyć na spontaniczne zainteresowanie, większe niż ta trzymana w opakowaniu. Taką zabawkę w każdej chwili można zdjąć z półki i postawić na małym stoliczku, lub zanieść na duży stół i zacząć pracę.

zabawkator_maszyna_do_szycia_4

zabawkator_maszyna_do_szycia_8

JAK WYGLĄDA MASZYNA DLA DZIECI SMALL FOOT?

Główne plusy to wielkość – 20 x 18 x 9 cm, przyjemny, opływowy kształt, niewielka waga pozwalająca przenosić bezpiecznie zabawkę. Obsługa jest bardzo prosta – krótka droga nawijania nici, szycie po przyciśnięciu pedału stopą, lub włączeniu przycisku szycia automatycznego. Mamy prosty ścieg i jedyna opcja manewru to zakręty. Dość precyzyjne, choć szyłam bardzo niepewnie i na małym kawałeczku. Kabel do przycisku pozwala ustawić maszynę na niskim, ale też na dorosłym, stole.

Co mnie niepokoi? Na pewno długość kabla zasilającego, jest krótki i wymusza siadanie przy gniazdku, albo używanie przedłużacza. Oczywiście nastawiam się na korzystanie z wygodniejszych baterii, ale mimo to wolałabym kabel 2,5 m. Druga sprawa to elementy plastikowe, zwłaszcza pokrętła i przyciski. Mam nadzieję, że wytrzymają emocje szycia siedmiolatki.

O tym jak się sprawdziła maszyna będę mogła wstępnie powiedzieć coś po świętach, a tak naprawdę pewnie za 3-4 miesiące. Wtedy też napiszę, czy widzę sens kupowania Klarze w przyszłości bardziej skomplikowanej maszyny i przechodzenia na wyższy poziom. Jeśli złapie bakcyla, skorzystam z Waszych doświadczeń, którymi podzieliłyście się ze mną na Facebooku – dziękuję, zwłaszcza mamom szyjącym, wiadomo, że opinie profesjonalistów zawsze w cenie. I oczywiście rozważę, czy kolejnym krokiem powinna być większa maszyna zabawka czy mała maszyna prawdziwa – zapisałam wszystkie modele, dziękuję.

zabawkator_maszyna_do_szycia_9

zabawkator_maszyna_do_szycia_5

zabawkator_maszyna_do_szycia_dla_dzieci

3 komentarze do “MASZYNA DO SZYCIA SMALL FOOT – HOPLIK

  1. Rewelacja kupię na urodziny w lutym córeczce! Aniu też nie lubię zabawek w pudłach podoba mi się też to że jest na baterie! I wygląda bardzo słodko. Świetny tekst dzięki za inspirację. P.

  2. Jak byłam mała dostałam zabawkę która nie radziła sobie z grubszymi materiałami i często plątała nici. I szczerze wolałam szyć na babcinym Singerze na pedał. Zabawka szybko poszła w kąt i przez 15 lat nie dotykałam maszyny… Teraz kupiłam sobie normalną maszynę i za nic nie powrócilabym do zabawki. Fajnie że firmy produkujące „dorosłe” maszyny z górnej półki wprowadziły modele dla dzieci i myślę że to lepszy wybór 😉 Ale to tylko moje zdanie 😉 Mam nadzieję że córka wciągnie się w szycie i będziesz zmuszona kupić wam dorosłą maszynę 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Website