WEEKEND W JURAPARKU BAŁTÓW – DLACZEGO LUBIMY TO MIEJSCE

Kiedy zapytaliśmy dzieci, gdzie chcą jechać w długi weekend, były jednogłośne – Bałtów. Miałam wątpliwości, bo byliśmy tam dwa lata temu, ale pojechaliśmy. Spaliśmy wśród krzyków egzotycznych ptaków. Z powodu deszczu było prawie pusto, więc dzięki biletom kompleksowym mogliśmy powtarzać rozrywki dowolną liczbę razy. Klarę polizało niemowlę wielbłąda! Wieczorami połowa rodziny hasała na placu zabaw, a druga siedziała w ogródku na leżakach. No i jeszcze ten nowy park miniatur!

Pierwszy wniosek jest taki, że warto jechać do Bałtowa (czy innego parku rozrywki) po jakimś wolnym/święcie. Podobno w długi weekend były masy ludzi. My przyjechaliśmy zaraz po, czyli w piątek. I co? Nawet w weekend park świecił pustkami. Bo ci, co planowali przyjazd w maju, byli wcześniej. Mieliśmy bilety kompleksowe, czyli na wszystko, i dzięki temu bez kolejek mogliśmy powtarzać każdą atrakcję wiele razy. Nawet na karuzelę się zgodziłam, choć omijam tę część parku.

Bałtów jest doskonale usytuowany. To wielka zaleta, zwłaszcza dla rodziców, którzy – tak jak ja – boją się nawet zwykłych placów zabaw. Wystarczy podnieść wzrok i widzimy dookoła piętra drzew i naturalne wzniesienia. W samym parku jest dużo wody, są różnice terenu i piękna zieleń, wśród której dostrzegłam nowe nasadzenia.

W dzisiejszym artykule w pigułce przeczytacie wszystko i dokładnie o tym, dlaczego wyjazd do Bałtowa to atrakcja dla dzieci i rodziców. Rozważacie tę rozrywkę? Poniżej podaję linki do szczegółowych artykułów opisujących krok po kroku, jak zaplanować wizytę w JuraParku z atrakcjami, biletami, jedzeniem, noclegami i czasem. Teksty te powstały dwa lata temu po naszej pierwszej wizycie w Bałtowie.

BAŁTÓW – PRZYDATNE INFORMACJE

Dla kogo jest wyjazd do tego parku rozrywki przeczytacie tutaj: KLIK – DLA KOGO BAŁTÓW. Dokładny opis atrakcji i jak je rozplanować, żeby żadnej nie pominąć, jest tu: KLIK – BAŁTÓW ATRAKCJE. Praktyczne porady dotyczące jedzenia i noclegów: KLIK– BAŁTÓW PRAKTYCZNIE. A tu znajdziecie oficjalną stronę parku: BAŁTOWSKI KOMPLEKS TURYSTYCZNY.

A teraz zapraszam na fotoreportaż z naszej majowej wycieczki. No to wchodzimy!

 

 

ULUBIONE ROZRYWKI:
PRZEPRAWA ŁÓDECZKĄ, ROLLERCOASTER, GONDWANA, CINEMA 5D

Ponieważ dokładnie poznaliśmy Bałtów podczas wizyty dwa lata temu, to dzieci wiedziały, z czego mogą wybierać. Od razu zaplanowały rozrywki na rozruch. Nie zniechęciły się deszczem, więc zabraliśmy parasolki i zaczęliśmy zabawę. Zwłaszcza, że dzięki wizycie w dzień roboczy i przy niepewnej pogodzie, w Juraparku było cudownie pusto. Żadnych kolejek, wszystko NASZE!

Zaczęliśmy od przeprawy stateczkiem. Drobna przygoda, ale urocza, bo łódką porusza się przy pomocy własnej siły, czyli kręcąc kołem. Potem kilkanaście zjazdów na Rollercoasterze. Ja zaliczyłam dwa, co jest ogromnym postępem, ponieważ podczas poprzedniej wizyty ledwo dałam namówić się na jeden. Klara jeździ z Tatą Michałem – nie ma jeszcze 140 cm wzrostu. Na zdjęciu widać tylko końcowy odcinek trasy. Większość torów jest niewidoczna z tarasu widokowego, bo ukryta w zieleni. I to jest najlepsze. Kolejka nie jedzie po sztucznej konstrukcji, którą w całości widać, tylko po torze wśród naturalnych wzniesień. Dzięki temu przejażdżka nie jest tak straszna i mamy miły widok.

 

JURAJSKIE MUZEUM

W pewnej chwili zaczęło lać tak niemiłosiernie, że poza kolejnością wybraliśmy się do Jurajskiego Muzeum. Byliśmy w nim kilka razy podczas poprzedniej wizyty, ale nadal nie możemy nadziwić się, jak piękne są kamienie, czyli niesamowitej urody minerały. Chyba robią na nas większe wrażenie niż wystawione skamieniałe szczątki organizmów z morza mezozoicznego. Chociaż niektóre z nich też wyglądają jak małe dzieła sztuki.

 

GONDWANA

Po krótkim spacerze wśród dinozaurów dotarliśmy do Gondwany, miejsca zabaw paleontologicznych. Klara nie może się nadziwić „małym ludziom” – jest tu scena z życia przedstawicieli człowiekowatych sprzed 30 tys. lat!  Są też miejsca animacji: prehistoryczne puzzle, wykopaliska, ale też samochód terenowy dla poszukiwaczy dinozaurów oraz… wygodne ławki z kości.

 

 

Dwa lata temu prawie przegapiliśmy Cinema 5D. Wpadliśmy tam przed samym wyjazdem, dość przypadkowo i od razu je pokochaliśmy. Ruch foteli, powiew powietrza, pryskająca woda, trójwymiarowy obraz – bardzo przyjemna i emocjonująca rozrywka. Szkoda, że w tym sezonie jest tylko jeden film: „Tajemnicza otchłań”. Ale i tak obejrzeliśmy go dwa razy. Przy okazji zrobiliśmy eksperyment. Raz usiedliśmy w pierwszym rzędzie, a raz w ostatnim. Jeśli chcecie, żeby seans był jak najbardziej emocjonujący, to siadajcie w pierwszym. Rozglądałam się też po sali, żeby określić, od jakiego wieku dzieci nie boją się filmu. Jest to kwestia indywidulana. Były 4–5-latki, które się śmiały. Był chłopiec wyglądający na siedem lat, który chciał wyjść.

 

 

ULUBIONE MIEJSCA – ZWIERZYNIEC DOLNY, PREHISTORYCZNE OCEANARIUM, SKANSEN PSZCZELI

Dolny zwierzyniec to takie nieduże ZOO z pięknymi ptakami, gryzoniami i częścią większych zwierzaków jak szopy, lisy czy małpy, których nie ma w Zwierzyńcu Bałtowskim. Trzeba nastawić się, że dzieci spędzą tu dużo czasu i będą chciały wrócić kilka razy. W tym roku trafiliśmy najwyraźniej na gody pawi, które tak się popisywały, że prawie przyrośliśmy do ich woliery. Obserwowaliśmy też losy bezpańskiego jaja, które jeden z ptaków złożył przypadkowo tuż przy ogrodzeniu. Aleksy jak zwykle doczytywał, czy może hodować ptaki japońskie lub chińskie, bo bardzo mu się podobają.

 

Mini zoo

 

A to najsłodsza niespodzianka wyjazdu, czyli trzydniowy wielbłąd. Akurat byliśmy sami przy jego domku, gdy opiekunka go wypuściła i mogliśmy się z nim przywitać.

 

 

Spełniło się nasze marzenie! W końcu byliśmy sami w Prehistorycznym Oceanarium. Przepływające obok monstrualne zwierzęta robią niesamowite wrażenie. Zwłaszcza, kiedy ogląda się je w ciszy. Wiedzieliście, że są pokazane w naturalnych rozmiarach? No i ten rekin na końcu! W środku nosimy okulary 3D, dlatego na zdjęciach prehistoryczne stwory są rozmazane.

 

 

Aleksy musiał odwiedzić sklep z miodami, gdzie zrobiliśmy zakupy. Jeśli pozwalacie jeść dzieciom żelki, to polecam miodowe misie – każdy ma 11 proc. miodu, więc jest trochę dobra w tej szkodliwej słodyczy. U nas Klara wybiera misie, Aleksy krówki czekoladowo-miodowe, a Mama Ania zaopatruje się w miody i inne wynalazki. Przy okazji można obejrzeć ule różnego typu. Za sklepem trwa budowa. Ma tam powstać centrum z zabiegami zdrowotnymi i pielęgnacyjnymi z miodem w roli głównej.

 

 

NAJBARDZIEJ WYCZEKIWANA ATRAKCJA

Dla nas to hit wizyty w Bałtowie. Rodzaj ZOO Safari, czyli zwiedzanie autem sporego terenu Zwierzyńca Bałtowskiego. Już same busy wożące gości po terenach zwierzyńca są atrakcją – znamy je z amerykańskich seriali jako szkolne autobusy.

Oczywiście teren nie jest tak rozległy jak w przypadku typowego Zoo Safari, ale wycieczka trwa około 45 minut. Z podróżującymi jedzie przewodnik, który opowiada o wszystkich oglądanych zwierzakach, oraz o tym, co się dzieje w parku. Powtarzamy przejazd dwukrotnie podczas pobytu, bo to nasze ulubione miejsce w Juraparku. Poza tym znacznie przyjemniej jest oglądać zwierzęta na wielkich terenach niż w klatkach.

 

 

SPACER WŚRÓD DINOZAURÓW

Główną rozrywką parku jest oczywiście plenerowa ekspozycja z dinozaurami. Wspaniała przygoda dla dinomaniaków, ale też dla dzieci i rodziców, którzy już wyrośli z tej fascynacji. Powtarzaliśmy ten spacer kilka razy, za każdym zatrzymując się przy nowych ciekawostkach. Na wyobraźnię najbardziej działają wielkie zwierzaki. Ale warto zwrócić uwagę na fakt, że park Bałtów powstał w tym miejscu nieprzypadkowo. Dokonano tu odkryć, które sprawiły, że Bałtów jest głównym obiektem edukacyjno-turystycznym tego typu w Polsce. Dziś możemy podziwiać sieć stanowisk i śladów dinozaurów w miejscach, gdzie zostały one znalezione!

 

Jurapark Bałtów

 

NOWOŚĆ – PARK MINIATUR

Myślałam, że to nasz ostatni pobyt w Bałtowie i trochę było mi szkoda. Ale Klara zapowiedziała, że jeszcze tu przyjedziemy, więc spokojnie będę mogła obejrzeć gotową ekspozycję zamków i pałaców. Są to przepiękne makiety wykonane z dobrych materiałów (kamienie, ceramika, drewno – a nie tworzywa sztuczne) z dbałością o szczegóły. Przygotowane zostały w skali 1 do 25. Jako wzory wybrano budowle z czasów od średniowiecza po XIX wiek.

Oczywiście można je oglądać i teraz, ale są ustawione obok siebie w rzędach na tymczasowym miejscu. Docelowy, duży teren jest właśnie przygotowywany. Na gotowej ekspozycji zostaną usytuowane tak, jak ich prawdziwe wzory – na odpowiednio uformowanym terenie i zgodnie z położeniem względem stron świata. Domyślam się więc, że będzie to wyglądało równie profesjonalnie co w Legolandach (zawsze zachwyca mnie tam miniprzyroda dodana dookoła makiet słynnych budowli).

Zamki będzie można oglądać z przewodnikiem, który podczas godzinnego spotkania opowie o historii i – temacie najciekawszym dla dzieci – legendach związanych z budowlami. Ekspozycja ma być gotowa najwcześniej na jesieni tego roku. A ponieważ zamierzam na emeryturze odwiedzić wszystkie polskie zamki i pałace, wystawę miniatur w Bałtowie potraktuję jako ściągawkę.

 

Park miniatur

 

ULUBIONY PLAC ZABAW, CZYLI SABATHÓWKA

Nie zrobiłam błędu w nazwie. Mimo że jest tam pełno czarodziejek i czarodziejów, nazwa miejsca nie pochodzi od sabatu, tylko od nazwiska ważnego dla ośrodka badacza – biologa, paleontologa – Karola Sabatha. Na terenie placu zabaw spotkamy animatorów, którzy zajmą się naszymi dziećmi, a nam pozwolą złapać oddech.

 

 

NOCLEG NA TERENIE PARKU

Podczas tego wyjazdu nocowaliśmy w pokojach rodzinnych. Na górze mamy pokój rodziców z podwójnym łóżkiem i małym łóżeczkiem ze szczebelkami. Od razu zajęła je Huhu. Jest szafa, stół, krzesło, ręcznik i dużo miejsca. Obok śpią dzieci – łóżka są normalne, nie piętrowe. Obok nich stoją małe szafeczki. Na dole jest minisalon / aneks kuchenny i spora, przyjemna łazienka. Wyposażenie to lodówka, jeszcze jeden telewizor, suszarka, ręczniki. Jest wygodnie i przestronnie.

Bardzo lubię nocować na terenie parków rozrywki. Nie dość, że jest tak blisko, że bliżej się nie da, to jeszcze rano, wieczorem i nocą jesteśmy „sami” w parku. Możemy sobie wyobrażać, że jest jak w filmie „Noc w muzeum”. Oczywiście wszystkie atrakcje są zamknięte. W Bałtowie jest cicho, pięknie, spokojnie, ale przez całą noc, o różnych godzinach, odzywają się ptaki i zwierzęta. Brzmi to naprawdę egzotycznie. Aż zostawiliśmy otwarte okna – Klara i Michał powiedzieli, że wrażenie jest jak w „Baśnioborze” w Noc Kupały (kto czytał, ten wie).

Domki wyglądają zachęcająco już z zewnątrz. Mają drewniane wykończenie elewacji i pokrycie z dachówki. Jest między nimi dużo miejsca i piękna zieleń dookoła. Po południu korzystaliśmy z ogródka i leżaków przy naszym budynku. Domki mają nazwy pochodzące od koni z bałtowskiej stadniny.

Doceniam to, że przy każdym budynku jest miejsce na wygodne zaparkowanie na samochodu – nie trzeba go odstawiać na parking, co ma znaczenie przy małych dzieciach. Kto nigdy nie zostawił strategicznych drobiazgów w aucie odprowadzonym na parking, niech pierwszy rzuci pieluchą.

 

Bałtów noclegi

 

AKTUALNE CENNIKI – BAŁTOWSKI KOMPLEKS TURYSTYCZNY

Ponieważ jest wiele różnych opcji biletów i noclegów, to podaję linki do cenników, żeby każdy mógł oszacować koszt wyjazdu dla własnej rodziny. Tu znajdziecie cennik biletów KLIK – CENNIK BILETÓW. A tu możecie sprawdzić noclegi: KLIK – NOCLEGI.

 

Praca na świeżym powietrzu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Website