7 KOMIKSÓW DLA DZIECI I MŁODZIEŻY – OLŚNIENIA ROKU 2016

Ten przegląd przygotowałam wspólnie z Aleksym, którego możecie znać z bloga Książki na czacie. Pokazujemy w nim 7 opowieści wydanych w ubiegłym roku, które z różnych powodów ujęły nas tak, że wracaliśmy do nich po kilka razy. Ale mam też dwa powody, dla których zaangażowałam Aleksego i tak przyłożyłam się do tego artykułu. Po pierwsze – od dawna staram się popularyzować komiksy dla dzieci. Po drugie, w tym roku postanowiłam pomóc rodzicom dzieci, które nie lubią czytać, a komiks może być jednym z pomysłów na zmianę antyksiążkowca w czytelnika.

Wszystkie książki pokazywane na blogu mamy, czytaliśmy, oglądaliśmy – nie robimy skrótów zapowiedzi wydawniczych – polecamy to, co znamy. Zapraszam.

CZY KOMIKSY DLA DZIECI SĄ ZA DROGIE?

O pierwszych komiksach dla dzieci pisałam tutaj KOMIKSY KARTONÓWKI w tekście znajdziecie też informacje dlaczego czytanie komiksów dziecku i z dzieckiem jest tak ważne i co rozwija. Po tym artykule uczestniczyłam w dyskusji na Facebooku, w której rodzice przekonywali mnie, że komiksy są za drogie. Argumenty były różne, „bo to TYLKO komiks”, „bo na raz”, „bo mało czytania”, „bo nie wiadomo czy dziecko się zainteresuje”. Starałam się kolejno obalać zarzuty a szczególnym malkontentom odpowiadałam, że przecież nie trzeba kupować – można wypożyczyć. Ale okazuje się, że w bibliotekach komiks dziecięcy jest traktowany po macoszemu – nowości brak, nawet tych sprzed… kilku lat. Sprawdziłam w naszej bibliotece i w bibliotece szkolnej Klary, RZECZYWIŚCIE!

Komiks dziecięcy nie jest droższy od książki dziecięcej. Dobrze wydany, piękny edytorsko, ubrany w twardą oprawę komiks kosztuje tyle co podobnie przygotowania książka dla dzieci. Nie ma powodu, żeby komiks był tańszy tylko dlatego, że nie jest powieścią. Przeciwnie – patrzcie ile trzeba do niego wykonać ilustracji!

Sprawdziłam ceny komiksów, które dziś pokazuję. Faktycznie ceny okładkowe większości to ok. 50 zł. Ale pamiętajmy, że w dzisiejszym biznesie książkowym cena okładkowa nie musi być tą, którą zapłacicie. W idealnej sytuacji oczywiście jest to właśnie ta kwota, w dodatku wydana w małej, ambitnej księgarni (pozdrowienia dla moich sąsiadów z Baja Book).

Jeśli jednak to dla nas za dużo, mamy księgarnie Internetowe. W tym przeglądzie pod KAŻDYM opisanym komiksem dodałam mini wyszukiwarkę cen – możecie sprawdzić sami. Taki komiks można kupić 30-40% taniej. Wystarczy poszukać.

 

PIKOTEK CHCE BYĆ ODKRYTY
Tomasz Samojlik, Widnokrąg
twarda oprawa, format 24 x 25,4 cm, cena okładkowa 45 zł

ANIA OKA: No i ładnie, zaczynamy przegląd komiksów od książki, która komiksem nie jest, ale za to ma element narracji komiksowej, czyli „dymki”. Zwróćcie uwagę, że są to dymki z piktogramami, czyli coś co mogą „przeczytać” nawet dzieci nie znające jednej literki. W dodatku jest to książka co do której byłam nastawiona sceptycznie. Jak to Anno? Ty do czegokolwiek co wyszło spod przyrządu kreślarskiego pana Samojlika możesz być nastawiona SCEPTYCZNIE. Tak.

Nie chodzi o mistrza tematów białowieskich p. Tomasza, tylko format i rodzaj książki. Otóż po pierwsze choć sama dość lubię WYSZUKIWANKI, to moja córka łapie się na co dziesiątą, więc już widziałam jak siedzę samotnie na tym tytułem. Po drugie: FORMAT. Pikotek ma format leporello czyli rozkładanego parawanu, czy harmonijki – jeśli macie pokój o długości ponad 6 metrów to, owszem, uda wam się rozłożyć całą przygodę. Ja musiałabym zakręcić na etapie 5,5, albo rozłożyć się na korytarzu który nigdy nie jest sprzątnięty na tyle, żeby się po nim czołgać wzdłuż książki.

Ale wiecie co? To jest takie dobre! Pomysłowe, wciągające, świetnie narysowane i „zdialogowane” tymi małymi rysunkami, którymi mówią do siebie zwierzaki! No i dowcipne. Doceniajmy dowcip w książkach, bo poczucie humoru, takie błyskotliwe i z klasą, też trzeba u dzieci wyrabiać. To dzięki niemu dziecko zyskuje dystans do siebie i świata, umiejętność radzenia sobie z trudnymi sytuacjami, zdobywania przyjaźni, rozładowywania napięcia w relacjach.

Historia jest prosta – po lesie spaceruje Pikotek, czerwony stworek, który pyta wszystkich czy wiedzą kim jest. Każdy ma swoją teorię, żadna nie jest trafna. Może dlatego, że zwierzaki są bardzo zajęte swoimi sprawami? Nieśmiały żubr izoluje się od innych, sowy testują kolejne nieruchomości, pani Zajączkowa próbuje ogarnąć swoje pociechy, wyderka daje się rozpieszczać mamie, tata jeleń puszy się przed małym synkiem a dziki ścigają latającego pasiaczka. To nie wszyscy bohaterowie. Książka to jakby jedna ilustracja na której upływ czasu określa zmieniająca się kolorystyka lasu. Gdy podzielić ją na tradycyjne strony, byłoby ich 24. Pokochałyśmy z Klarą każdą z nich.

TYMEK I MISTRZ TOM 2
Rafał Skarżycki, Tomasz Lew Leśniak, wydawnictwo Kultura Gniewu
twarda oprawa, format 17 x 24,5 cm, cena okładkowa 44,90 zł

ALEKSY: Jeśli macie tom pierwszy, to MUSICIE mieć tom drugi, bo tak doskonale razem wyglądają na półce. A poważnie, tom drugi można czytać bez pierwszego – zachowanie kolejności nie jest wymagane. Pierwszą część pokazywałem na swoim blogu tutaj: Tymek i Mistrz tom 1. I właściwie znaczną część recenzji mógłbym przepisać.

Bo nadal mamy piękne wydanie. Kiedy trzymasz taki komiks w rękach, kiedy patrzysz na jego okładkę, to czujesz, że masz coś naprawdę dobrego, ekskluzywnego, coś co warto znać, mieć, czym warto się pochwalić. Doskonała edycja pasuje do świetnych, dowcipnych ilustracji i dobrze nałożonego koloru. Dla mnie „Tymek i Mistrz” to klasyka, może dlatego, że… przerabiałem go kilka lat temu w szkole. A może, bo to prawdziwa perełka wśród polskich, współczesnych komiksów?

Dla tych, którzy pierwszy raz spotykają się z bohaterami małe przypomnienie. Mistrz, wielki myśliciel o wyjątkowo praktycznym, żeby nie powiedzieć przyziemnym, podejściu do życia, to Mag mający 400 lat. Tymek jest jego uczniem, który już w pierwszym tomie, a właściwie w chwili przekroczenia domu swojego mentora, był doskonałym przykładem potwierdzającym regułę „Uczeń przerósł mistrza”. I na tym opiera się cały dowcip kolejnych scenek. Bo książka jest podzielona na historyjki, mniej, bardziej – lub wcale – łączące się ze sobą. Bardzo lubię ten typ opowieści, można doskonale odpocząć.

Jak wygląda świat Tymka i jego zdziecinniałego nauczyciela? Jak średniowiecze. Dlatego zabawnym elementem jest ubranie chłopaka we współczesną koszulkę i spodnie. Bohaterowie podróżują ignorując granice nie tylko przestrzeni ale i czasu. Na swojej drodze spotykają przeróżne stwory, które z założenia powinny być przerażające – wampiry, duchy – a mają więcej problemów, niż przeciętny uczeń w dniu wywiadówki.

Abstrakcja, groteska, świetne gagi. Jak byłem mały, bardzo podobał mi się rodzaj humoru, bo miałem wrażenie, że czytam coś trochę „niegrzecznego”, niedozwolonego, mogę udawać, że jestem starszy. Dlatego szczególnie polecam serię chłopakom 8+, choć jestem pewny, że dziewczynom też się spodoba. Klara woli dziewczęce bohaterki, ale po tę serię sięga, co mnie cieszy, bo to dobre wprowadzenie do świata fantasy.

PS. Zobaczcie mistrza niemowlaka na drugiej okładce. I w ogóle – wielkie ukłony za okładki dla autorów.

TIM I MIKI W KRAINIE PSIKUSÓW
Dominik Szcześniak, Piotr Nowacki, Sebastian Skrobol, wydawnictwo Ongrys
miękka oprawa, format 21,5 x 29 cm, cena okładkowa 35 zł

ANIA OKA: Nie wiem od czego zacząć. Bo historia startuje w chwili niewyobrażalnie złego wydarzenia – oto znikają wszyscy rodzice i dzieci zostają same. Ale komiks ma początek w innym, późniejszym miejscu – gdy dwaj główni bohaterowie Tim i Miki rozwścieczają kapitana Marszczybrewkę, groźnego wilka morskiego. Przy czym on nie jest groźny. Właściwie nie jest nawet sobą, tylko swoim bratem. No dobrze, prawdopodobnie już coś pokręciłam. Ale to dobrze, to wspaniale nawet, bo przecież jesteśmy w Krainie Psikusów.

To co się tu dzieje jest zakręcone i niedorzeczne. W pierwszej chwili poczułam się nieco oszołomiona – zawsze mam wrażenie, że kiedy czytam komiks na głos dziecku, to mniej z niego rozumiem, bo dodatkowo musze dzielić swoją uważność na odgrywanie dialogów. Ale szybko wciągnęłam się w zabawę. Klara, podobnie jak Aleksy i pewnie 80 procent dzieci uwielbia absurdalne przygody, więc w świecie w którym wszystko dzieje się odwrotnie niż powinno, odnalazła się od razu. Podobał jej się dowcip, choć nie wszystkie odwołania zrozumiała.

Mnie urzekli buziakowcy (zakładam się, że wymyślił je rodzic) i scena w które wróżka ośmiornica odsyła chłopców do przerażającego złoczyńcy, Lorda Valdemara, mówiąc, że gdy staną z nim oko w oko mają nigdy nie używać… brzydkich słów i niekulturalnego języka, bo w końcu to lord. CUDNE to jest.

Nie wiem tak naprawdę dlaczego, ale „Tim i Miki” przypomną mi klasyczne komiksy które czytałam jako ośmio-dziesięciolatka. A to znaczy, że jest dobrze, bo to były wspaniałe tytuły i najlepsi autorzy. Opowieść o Timie i Mikim jest ciekawa, skomplikowana, wymagająca koncentracji od dziecka, ale też od rodzica jeśli to on czyta go maluchowi. To dobrze. Książka dziecięca musi zmuszać dziecko do skupienia uwagi, myślenia, uważnego śledzenia akcji.

Kolory są proste, czyste. Ilustracje zabawne, dynamiczne, czytelne. Układ średnio skomplikowany. Dobry dla ostatniej grupy przedszkola i pierwszych klas.

PS. Co do ilustracji – lubię Piotra Nowackiego. Jeśli nie widzieliście to na Zabawkatorze jest nawet baner komiksowy jego autorstwa. A teraz czekam na jego dobrą bohaterkę dziewczęcą. Taką w komisie dla małych dzieci. Ale naprawdę DOBRĄ. Czyli silną, mądrą, pomysłową dziewczynkę, która nie będzie chłopczycą. Brakuje mi takich bohaterek dla małych dziewczyn. Z niewiadomych powodów autorzy – i pisarze i ilustratorzy – uważają, że jak dziewczynka ma być silna i mądra, to musi być chłopczycą, czyli notabene musi być jednak trochę jak chłopiec. Pfffyy..

UMARŁY LAS
Tomasz Samojlik, Adam Wajrak, wydawnictwo Agora
twarda oprawa, format 19,5 x 25,5 cm, cena okładkowa 39,99 zł

ALEKSY: Nie wiem ile lat minęło od mojego pierwszego spotkania z Tomaszem Samojlikiem. Był to komiks o ryjówce Dobrzyku i jego leśnej kompanii i od pierwszych stron wpadłem po uszy w ten świat, dlatego cieszy mnie każdy kolejna książka tego autora. W dodatku „Umarły las” (genialny tytuł) jest bardzo na czasie, bo można dosłownie odnieść go do tego, co dzieje się teraz z Puszczą Białowieską. Czyli mamy nie tylko rozrywkę i niewątpliwą przyjemność, ale też edukację przyrodniczą, a do tego świadectwo tragicznego dla naszej przyrody momentu. Tym razem publikacja ma dwóch autorów, obok Tomasza Samojlika jest Adam Wajrak, równie znany twórca przyrodniczy. Jego książki, zwłaszcza „Kuna za kaloryferem” też zajmują stałe miejsce w naszych biblioteczkach.

Taka współpraca musiała dobrze wypaść. Zwłaszcza jeśli powstał z niej western, forma raczej niespotykana w polskim komiksie dla dzieci. Są więc typowe stroje, listy gończe na drzewach i knajpa (czy raczej saloon) z wiernymi bywalcami. No i przede wszystkim jest szeryf, niezbyt pewny siebie i mało przekonany do swój funkcji (wziął fuchę dla mieszkania, tfu, służbowej dziupli), ale młody i sympatyczny Triko – dzięcioł trójpalczasty. Miejscowi patrzą na niego nieufnie, bo jego zatrudnienie złamało tradycję mówiącą, że szeryfem jest zawsze dzięcioł czarny! Słaby początek dla nowego stróża prawa.

Wspaniałych, barwnych, unikalnych postaci jest w komiksie cała zgraja. Moja ulubiona, czy raczej ulubiony to sóweczka zwyczajna – grabarz, pan Mogiłczyk.

Co z ilustracjami? Przede wszystkim dużo się dzieje. Jak zawsze u Tomasza Samojlika warto dokładnie obejrzeć każdy kadr, bo nigdy nie wiadomo gdzie skrył się dodatkowy smaczek. No i wszystkie postacie są wzorowane na prawdziwych – kolory, wielkość, postura ptaków pozwolą w przyszłości rozpoznać je w ogródku czy lesie, a może w Puszczy Białowieskiej? Jest też wiele ciekawostek roślinnych.

Western to jedna część książki. Druga to kawał wciągająco podanej wiedzy, przygotowany przez Adama Wajraka a umieszczany po każdym rozdziale. Rewelacja. To wszystko jest tak dobrze zrobione, że powinno być lekturą obowiązkową w szkole! Jeśli ktoś nie lubi lasu, nie obchodzą go zwierzaki, drzewa, przyroda, to po tej książce… zmieni swoje nastawienie. Nie da się tym nie zainteresować.

Świetna zabawa. Wciągająca historia. Super lekcja. Czysta przyjemność. Polecam!

KOŚCISKO
Karol Kalinowski, wydawnictwo Kultura Gniewu
Twarda oprawa, format 17 x 17 cm, cena okładkowa 44,90 zł

ALEKSY: Po krótkiej walce na słowa o to, kto będzie się zachwycał „Kościskiem” wygrałem, stosując argument „bo to ja znam się lepiej na wierzeniach słowiańskich”. Za to mama pierwsza czytała – zabrała komiks i z nim zwiała, więc jest sprawiedliwie.

„Kościsko” należy do tych książek, przy których masz ambiwalentne potrzeby. Z jednej strony nie możesz znieść, gdy ktoś zagląda ci przez ramię, albo próbuje czytać z tobą. Chcesz schować się i sam wyruszyć w stworzony przez Rafała Kalinowskiego świat, żeby nikt ci tam nie towarzyszył, nawet pytaniami „czy chcesz ciasto z herbatą”? Z drugiej strony co chwila trafiasz na fragment tak doskonały, że chcesz biec do innych i im pokazywać, dzielić się.

Historia jakich wiele. Samotny ojciec z synem przyjeżdżają do małego miasteczka na Podlasiu, licząc na to, że rozpoczną nowe życie. Nowe otoczenie, nowa praca, nowi znajomi. Ojciec, czyli Karol dostaje pracę w bibliotece (!), a syn Max wyrusza poszukać kogoś w swoi wieku. I tu się zaczynają cuda. Czytelnik od początku czuje, że coś jest nie tak, jak powinno, a autor stopniowo odkrywa przed nim kolejne tajemnice. Wielką przyjemnością jest poznawanie mieszkańców miasteczka, z których każdy jest postacią ze słowiańskich wierzeń. Tak, tylko Karol i Max są tu ludźmi. Ale nie bójcie się, miejscowi nie zamierzają ich zabić ani zjeść jak w jakieś banalnej opowieści, mają pewną „politykę”. To co stanie się z przybyszami, będzie o wiele bardziej zaskakujące.

Komiks ma doskonały format. Wygodny i elegancki. Jego akcja dzieje się w tym samym uniwersum co kultowej „Łaumy” – poprzedniego dzieła tego autora. Przynajmniej tak mi się wydaje. Bardzo podoba mi się to, że Rafał Kalinowski zarówno rysuje, jak i tworzy scenariusz, wszystko robi sam. Dla mnie jest mistrzem i żałuję, że nie urodził się 30 lat wcześniej, wtedy do tej pory zrobiłby już znacznie więcej komiksów, a ja bym je wszystkie czytał.

Okładka jest doskonała. Czarno-białe ilustracje są doskonałe. Tematyka jest doskonała – naprawdę dobry sposób na zainteresowanie nawet młodszych czytelników mitologią słowiańską, która jest jedną z najpiękniejszych mitologii świata. Myślę, że 8+ można polecić.

Zgadzam się z moją Mamą, która mówi, że jest to rzecz skończona. Taka jaka powinna być – pełna, poruszająca, niepokojąca, estetyczna. Jest w niej wszystko od śmiechu po strach. Takie powinny być książki dla dzieci. Taka jest PRAWDZIWA opowieść dla dzieci.

PRZEZ LAS
Emily Carroll, wydawnictwo Entliczek
Miękka oprawa, format 17,8 x 23 cm, cena okładkowa 49,90 zł

ANIA OKA: Nie dawajcie tego dzieciom. Zwłaszcza tym, przed 14 rokiem życia. A i wtedy tylko po tym, jak sami przeczytacie, bo mogą nie oddać. Ta książka to prawdziwy horror. Cudo gatunku. Jestem nią zobrzydzona, jestem zaskoczona, jestem zaczarowana, od przeczytania nie mogę wyrzucić z głowy jednego z opowiadań (aby na pewno nie ruszają się Wam zęby?…).

Mimo miękkiej oprawy książka jest ciężka. To pewnie przez papier kredowy. Gdy o niej myślałam rano, byłam przekonana, że jej kolory to jedynie czerń, biel, czerwień i odrobina niebieskiego. Tymczasem są też inne barwy. Układ komiksowy, ale z czarnymi, grubymi ramkami – tłem wychodzącym spod kadrów. Jakby wszystko działo się, lub było opowiadane w całkowitej ciemności. Dużo całostronicowych ilustracji. Trochę narracji, dialogów, tony klimatu z „pomiędzy”. Znacie to? Taka specyficzna atmosfera, na którą bardziej składa się to, czego się domyślamy, niż to co jest napisane i narysowane.

Pięć opowiadań obrazkowych w niesamowitym klimacie godnym E. A. Poego. Zaczynamy od „Domu sąsiada” gdzie trzy siostry zostają same w chatce leśnej – ojciec idzie na polowanie i nie wraca, za to nocami pojawia się mężczyzna o uśmiechu pełnym lśniących zębów. Druga historia „Dłonie pani są zimne” mówi o tym jak pewien ojciec nakazał swojej córce poślubić bogatego mężczyznę. Niestety gdy przyjechała do jego domu, odkryła swoją poprzedniczkę i nie była to miła niespodzianka. „Jego twarz cała we krwi” to opowiadanie o zabrodni między braćmi, a „Moja przyjaciółka Janna” o zabawach z seansami wywoływania duchów. Ostatnie opowiadanie to „Rodzinne gniazdo” i nic wam o nim nie napiszę, bo się boję. A na zakończenie jest krótka historia o Czerwonym Kapturku – prawdziwy deser po pysznym obiedzie. I ta historia jest tak prawdziwa, TAK PRAWDZIWA, ta obserwacja tak trafna, że chwilo postanowiłam przestać biegać po lesie sama.

Znowu trzymam „Przez las” w rękach. Boję się, szokuję i zachwycam. Nie chcę patrzeć i chcę, magia dobrej opowieści. I wiecie co? Cały czas głaszczę okładki. Obie. Chyba powinnam się martwić. Ta książka to uczta dla wytrawnych czytelników.

YERP
Piotr Nowacki
Miękka oprawa, format 20,4 x 20, 4cm, nie wiem czy można gdzieś kupić?

ANIA OKA: Na zakończenie taka niby skromna publikacja, prosta okładka, zgrabny format a w środku czerń i biel. Kompletnie abstrakcyjne przygody bohatera – zaczynając od jego znalezienia się w tej historii, po sposób powrotu do kosmicznego domu. Rzecz bardzo dobra dla młodszych (ale nie najmłodszych), lub początkujących czytelników komiksów. Wygodny układ okienek do śledzenia akcji plus to co bardzo lubię, bo doskonale rozwija zdolności narracyjne dzieci – możliwość samodzielnego opowiadania akcji i wymyślania dialogów. Pisałam, że to opowieść „niema”? Bez słów?

Klara nie tylko opowiadała, ale przyniosła swoją teczkę artystyczną z kredkami i flamastrami. Powstrzymałam ją, ale teraz się zastanawiam czy słusznie. Czy nie lepiej by było gdyby nałożyła swoje kolory? Dorobiła dymki? Ten komiks nadaje się idealnie do takiej pracy twórczej. (Tu Piotr Nowacki dostaje ataku serca, szkoda, bo młody i zdolny człowiek. Wybacz Piotrze).  Przy okazji zabawne jest to, jak bardzo potrafią się różnić dzieci tych samych rodziców, tak samo wychowane. Aleksy nigdy nie uzupełniał nawet miejsca „Ta książka należy do…” choć lubił gdy było. Klara wystarczy, że zobaczy kawałek interaktywnej historii już biegnie dołożyć swoje trzy kreski.

To tyle w dzisiejszym przeglądzie. My z Aleksym pakujemy się do pojazdu Yerp’a i zzzzz lecimy robić przegląd powieści dla młodszej i starszej młodzieży, bo książki ustawione w słupki stoją i czekają.

 

4 komentarze do “7 KOMIKSÓW DLA DZIECI I MŁODZIEŻY – OLŚNIENIA ROKU 2016

  1. Mam w domu prawie 5 – latkę. Nigdy do tej pory nie interesowałam się komiksami. Jednak teraz koniecznie muszę kupić jej Pikotka. Ciekawe zestawienie, dziękuje!

  2. Dzięki Tobie, Aniu, zaczęłam czytać swojemu synkowi komiksy. Znamy juz Smoczka Loczka, Hilde, Tymka i Mistrza. Ostatnio w bibliotece znalezlismy Umarły las. Synek zachwycony, nie mniej niz ja. 🙂

  3. Pikotek- mistrzostwo <3

    Zastanawiam się nad tym "nanoszeniem kolorów" przez Klarę. Ciekawe jak ja bym zareagowała ;D Bo właściwie… przecież dzięki temu możemy rozwinąć w dziecku poczucie, że dana forma nie jest ostateczna, że ja, moja córka, czy Klara też mogą coś od siebie dodać, stworzyć coś innego, może lepszego… Ja bym chciała, żeby moje dzieci w to wierzyły. A my rodzice mamy moc, by to przekonanie rozbudzić, albo zgasić 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Website