TARMOSIA – WSZYSTKO, CO CHCESZ WIEDZIEĆ O BORSUKACH

To jest takie dobre, że nie wiem od czego zacząć. Mamy tu świetną historię, doskonałe dialogi, masę futrzanych bohaterów o ciepłych brzuszkach, soczyste dżdżownice i rozległą rezydencję, do której wprowadzają się tajemniczy goście. Mamy rodzinę borsuków, lisy, jenoty, wilki i piękną puszczę z jej przyrodniczym rytmem. I opowieść o zgodnym życiu pomimo różnic. Panie i Panowie oto Tarmosia Tomasza Samojlika z serii „Zwierzaki” wydawnictwa Agora dla dzieci.

UWAGA MAMY KOD ZNIŻKOWY -40% NA „TARMOSIĘ”

Kod TARMOSIA40 (ważny 21 – 23.04). Dodatkowo inne książki z serii Zwierzaki są teraz w promocyjnych cenach. Kod wpisujemy na końcu zamówienia w koszyku TUTAJ.

Tarmosia Samojlik Ania Oka
Tarmosia Samojlik Ania Oka

Chociaż mała Tarmosia mogła jeszcze pospać, coś obudziło ją po kilkutygodniowej, zimowej drzemce. W norze spokojnie spali jeszcze tata dzielny wojownik borsuczego stylu walki, mama osobliwie pękata po zimie i dziadek „panie dziejku” o niejasnej ścieżce powiązań rodzinnych. Borsucza dziewczynka postanowiła wyjrzeć na świat i tak oto zostaliśmy wciągnięci w pełną zwrotów akcji powieść przyrodniczą. Jest ciekawie, bo wszystko dzieje się w oparciu o fakty z życia zwierząt. Rodzinnie – dialogi i przerzucanie się drobnymi złośliwostkami między tatą a dziadkiem, są dosłownie, jak podsłuchane w niejednej, ludzkiej rodzinie. Uśmiechniecie się do tego.

Nie chcę spojlerować, bo powieść nie jest długa (idealna dla przedszkolaków), ale ta informacje jest na okładce: do borsuczej nory wprowadzają się inne zwierzaki! I to nieprzypadkowo. Oto pani Lis i pani Jenot, tak jak borsucza mama, będą miały dzieci! To ta najmilsza część wydarzeń, choć mocno stresująca dla Tarmosi, która nowych lokatorów ukrywa przed… własnymi rodzicami. No i wtedy pojawia się gwóźdź programu, czyli wilki. Tak, jest dreszcz emocji i smutek wygnania. I plan walki. I duchy. A do tego międzygatunkowa współpraca.

Tarmosia Samojlik Ania Oka

DOBRZE WIEDZIEĆ, ŻE BORSUK TO NIE LENIWIEC

Kiedy byłam mała mój Tata nazywał mnie Borsuczkiem. Gdy się urodziłam, wyjechał do USA zarabiać na nasz przyszły dom. Do dziś mam listy, które pisał do Mamy, a w których nie byłam Anią tylko Borsuczkiem. Tata mówił mi, że nazwał mnie tak dlatego, że borsuki tylko jedzą i śpią. Nawet nie napiszę, ile lat pokutowała we mnie ta „przyrodnicza” wiedza. Borsuki były dla mnie rodzimą odmianą leniwców. Jeśli chcecie by wasi mali czytelnicy dowiedzieli się, jak naprawdę wyglądają zwyczaje tych (i nie tylko tych) zwierząt, nie słuchajcie mojego Taty, sięgnijcie po „Tarmosię”.

Poza wciągającą historią przemycicie dzieciakom bardzo konkretną wiedzę przyrodniczą na temat dzikich – ale o doskonałych manierach – mieszkańców Puszczy Białowieskiej. Na przykład ile dżdżownic powinien zjeść borsuk i czy musi je popijać, albo jak wygląda kwestia przyjmowania leśnych współlokatorów.

Książka dla przedszkolaków Zabawkator

TARMOSIA MIAŁA SZCZĘŚCIE, ŻE NARYSOWAŁA JĄ ANIA GRZYB

Książkę czytałam w większości sama, fragmenty na głos Klarze, ale o tym za chwilę. Czytałam i cały czas myślałam: jak autor potrafi w prosty i zwięzły sposób zbudować postacie. Każda z nich jest ciekawa, każda ma wyrazisty charakter. Wystarczą dwa zdania opisów, kilka wersów dialogu i już uśmiechamy się do – nie wiadomo bardziej narcystycznego czy elokwentnego – lisa. Koniecznie sprawdźcie w książce, jak nazwał swoje dzieci.
Fragmenty „Tarmosi” czytałam mojej nastolatce, kiedy odłożyła swoją młodzieżową książkę. Akurat trafiła na część w akcji, w której okazuje się, że na świat przyszły nie tylko dwa małe borsuczki, ale też gromada lisów i jenotów. Od razu zaczęłyśmy sobie wyobrażać z Klarą te wszystkie, małe, baraszkujące szczenięce brzuszki. Mówię wam, ta książka to futrzaste ciepło.

Ilustracje w książkach napisanych przez Samojlika, ale nie ilustrowanych przez Samojlika, to prywatnie dla mnie trudna sytuacja. Zaczynam od kręcenia nosem: „O nowa książka, super. Ale bez ilustracji autora? To nie, dziękuję”.
Ilustracje w „Tarmosi” zrobiła Ania Grzyb i bardzo dobrze. Ich narracja cudownie uzupełnia narrację tekstu. Przypuszczam, że komiksowa kreska Tomka, znacznie zmieniłaby odbiór lej leśnej powieści. Tarmosia jest zilustrowana przepięknie, miękko, ciepło. Każdy obrazek to przyjemność. I mały borsuk siedzący w kącie strony 33 i niebieskawa, prawie magiczna rozkładówka z wypadem na dżdżownice ze stron 62-63. Ilustracji w książce jest mniej niż tekstu, ale nadal sporo. Czcionka jest dość duża, więc może to być jedna z pierwszych książek do samodzielnego czytania.

Tarmosia Samojlik Zabawkator
Książka o borsukach dla dzieci Zabawkator
Tarmosia Zabawkator

A jeśli szukacie świetnego komiksu przyrodniczego dla starszych przedszkolaków i szkolniaków, to koniecznie sięgnijcie po „Umarły las”, polecamy z Klarą i Aleksym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Website

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.